Stara Chata u Kowola - Kluczewo
Strona główna
Nasza historia Wycieczki szkolne Goscie indywidualni Grupy dorosłych
 

Jak opuszczona przez lata kuźnia stała się turystyczną atrakcją - materiał o nas z "Przewodnika Katolickiego"

Na wycieczkę do kowala

"A już kiedy w okolicznym lesie rozłożyli się
obozem Cyganie z taboru roboty było na trzy dni"'

     Tak to już jest, że choć Krzysztof za każdym razem powtarza tę samą opowieść, to babcia Teresa, która zawsze siada w ulubionym fotelu pod oknem przy kołowrotku i przędzie włóczkę z owczej wełny, za każdym razem wsłuchuje się w te opowieści z równym rozrzewnieniem. Pewnie dlatego, że to opowieści o jej młodości i starych dobrych czasach. Ale, co dziwne, z takim samym zainteresowaniem wsłuchują się w te historie dzieci, które do Kluczewa w Wielkopolsce przyjeżdżają w ramach szkolnych wycieczek.

 

Stary dom straszył

     "Po wybudowaniu i zamieszkaniu w nowym domu z żalem spoglądaliśmy na starą chatę i podwórko, które nagle opustoszało. Stary dom straszył pustkami" - napisali w folderze swego gospodarstwa Mariola i Krzysztof Pieśniakowie.

      Najbardziej z tego powodu serce bolało obecnego seniora rodu Eligiusza, który zajmuje poczesne miejsce na umieszczonym na honorowym miejscu w dużym pokoju drzewie genealogicznym rodziny. Najbardziej bolało go, że kuźnia opustoszała i już nie słychać dochodzących z niej uderzeń młotów o kowadła. Prawie przez pięćdziesiąt lat była dla niego jak drugi dom. Tu spędzał najwięcej czasu, wykuwając byt swojej rodziny.

      - Kuźnię objąłem po teściu, znanym w okolicy kowalu - mówi z dumą i opowiada jak to w najlepszych czasach na podwórku aż tłoczno było od koni, a on zatrudniał kilku pomocników. Bywały dni, że od rana do nocy tylko konie podkuwał.

      A już kiedy w okolicznym lesie rozłożyli się obozem Cyganie z taboru roboty było na trzy dni. - Zajechali wpierw jednym koniem we dwóch: król i jakiś drugi. Kazali tego konia podkuć. A potem tym koniem dawaj w lesie ujeżdżać między drzewami. Podkowy dobrze na kopycie siedziały, bo ja dobrą robotę wykonywałem. A jak oni się o tym sami przekonali, to i inne zwierzęta przyprowadzili. Napociliśmy się wtedy zdrowo, ale i zarobek był godziwy - wspomina. - Nie to co teraz... Nie ma roboty dla kowali.
Kuźnię trzeba było w końcu zamknąć.

Od komputera na wieś
     Dla Eligiusza Pieśniaka, który kowalską robotę kocha, nie było to przyjemne. A gdy jeszcze po przeprowadzce dom, jak opuszczony i samotny człowiek, podupadać zaczął na zdrowiu, to już w ogóle żal było patrzeć. Dlatego teraz, gdy za sprawą syna Krzysztofa wszystko odżyło, Eligiusz Pieśniak lubi pokręcić się po podwórku, gdy zapełnia się ono szkolną dziatwą i obserwować tę bieganinę.

      - Trochę w tym wszystkim było przypadku - przyznaje Krzysztof Pieśniak, gdy w przerwie siądziemy do domowych rogalików i rewelacyjnych chruścików. - Przyjechali jacyś ludzie z Poznania szukać domu. Zobaczyli naszą starą chałupę i zapytali o nią. Na sprzedaż nie była, ale dogadaliśmy się, że przyjadą na urlop. I tak od trzech lat przyjeżdżają do nas co roku, a ja pomyślałem, że może by warto było przekwalifikować się na agroturystykę.

      Jak pomyślał tak zrobił. Założył sobie jednak od razu, że ta agroturystyka polegać będzie nie tylko na wynajmowaniu pokoi na lato. Na pomysł wpadła Mirosława Pieśniak. Pomysł, wydawać się mogło karkołomny, ale...

      - Wiadomo, dzieci w miastach coraz mniej mają do czynienia z naturą i tradycjami - tłumaczy Pieśniak junior. - Siedzą przed komputerami i nie mają pojęcia jak to było kiedyś albo jak pięknie może być na wsi. Postanowiłem więc im to pokazać.

Kolejka do dojenia

     Do tego potrzebna była właśnie stara chałupa z czterema pokojami i kuchnią. Potrzebne były też autentyczne rekwizyty. Sporo z nich zachowało się ze starych czasów. W pokoju jest kołowrotek, na którym mama Krzysztofa, Teresa Pieśniak, potrafi uprząść piękną wełnę. Jest stara drewniana i przeogromna, obciążana kamieniami maglownica. Jest stare drewniane koło i czarodziejski kufer.

     Ten pokój to pierwszy punkt pobytu w agroturystycznym gospodarstwie Pieśniaków. Nie wierzyłem własnym oczom, obserwując jak dzieci z piątych i szóstych klas, na co dzień pełne energii i na pewno nie lubiące spokojnie stać w miejscu, jednak stoją i słuchają opowieści Krzysztofa o tym jak się dawniej na wsi żyło, mieszkało i pracowało (z nie mniejszym zainteresowaniem słuchała wszystkiego także babcia Teresa).

      Punktem drugim pobytu jest stuletnia kuźnia, gdzie w obecności dzieci Krzysztof Pieśniak rozpala palenisko i wykuwa podkowy, a wszystko okrasza opowiastkami. Punkt trzeci to... przerwa i pyszne rogaliki z chruścikami i drożdżowy placek domowego wypieku wyczarowane przez gospodynię podczas nocy spędzonych w kuchni.
Kto chce, może pohuśtać się na huśtawce, poskakać na trampolinie, pośpiewać do plastikowego mikrofonu albo po prostu pobiegać. Bardziej cierpliwi dostają do ręki słoiki wypełnione krowim mlekiem i mogą "wyprodukować" z niego masło.

      - Dla nas to normalna sprawa, dla nich wielka ciekawostka i frajda - tłumaczy Pieśniak. - Tutaj dopiero widzą, że wydojone mleko jest ciepłe, podobnie jak zniesione jajka w kurniku, a w chlewie niezbyt ładnie pachnie.

     Pewnie dlatego wchodzą do niego tylko nieliczni. Za to do dojenia jednej z trzech kóz ustawia się kolejka.

      - Miałeś kiedyś z czymś takim do czynienia? - pytam chłopaka na końcu kolejki. - No pewnie! - wzrusza ramionami. - Raz widziałem w telewizji.

      Dzieciaki z leszczyńskiej "jedynki" są zachwycone. Ich nauczycielka chwali taki pomysł na szkolną wycieczkę: - To nie tylko sposób na poznanie przeszłości. To też poznawanie regionu, w którym mieszkamy i kontakt z przyrodą.
Zostawiają wierzby

      Dzieciakom najbardziej przypada do gustu kontakt z przyrodą z wysokości siedzenia w bryczce. Przejażdżka to kolejny punkt pobytu. Kluczewo leżące pięć kilometrów od Bucza i 15 od Śmigla jest rzeczywiście malowniczo położone.

      - Nie wiem, może się mylę, ale za każdym razem widzę w oczach tych dzieci radość z tego, że mogą poszaleć, że mają do dyspozycji przestrzeń i świeże powietrze - mówi Krzysztof Pieśniak i prowadzi kilkaset metrów od swego domostwa na stare wysypisko śmieci.

      - Zawsze tutaj prowadzę na zakończenie wycieczki - tłumaczy. Kiedyś w tym miejscu odbywały się festyny i majówki. Potem zrobiło się z tego dzikie wysypisko śmieci. Teraz staramy się te trzy hektary zrekultywować, by na nowo odżyły - wyjaśnia Pieśniak. - Każda z wycieczek, które do mnie przyjeżdżają, sadzi wierzby. Rośnie już tam dwadzieścia drzewek. Dzisiaj przybędzie kolejne.

 

Stara Chata u Kowola - Kluczewo
Strona główna
Nasza historia Wycieczki szkolne Goscie indywidualni Grupy dorosłych
 
Agroturystyka w Wielkopolsce - Wolsztyńskie Stowarzyszenie  Agroturystyczne
Gospodarstwo Agroturystyczne ,,Stara Chata u Kowola'' jest stowarzyszone w
Wolsztyńskim Stowarzyszeniu Agroturystycznym - www.agrotur.note.pl
Webmajster Wojciech Pacyna, kontakt: www.note.pl e-mail: webmajster@note.pl
stat4u